rozrywka   podróże   fachowo   poczta   startuj!
jaWsieci
 jaWsieci.pl podróże Moje Miasto MOJE CZECHOWICE, CZYLI KŁOPOTY Z TOŻSAMOŚCIĄ (2)
 Redaguje: Jarosław Tomasiewicz
Moje Czechowice
... czyli kłopoty z tożsamością (2)

I to właściwie jedyny przejaw żywego folkloru, jaki potrafię przywołać. Czechowice nie mają wyrazistego profilu etnograficznego: strojów regionalnych, zwyczajów, potraw, legend, dialektu... Tu nie mówiło się ani po śląsku, ani po góralsku. Ci zza Wisły to Hanysy, ci z Bielska i wyżej - Gorole "co mają czarno w gębie". Jedni i drudzy obcy. Niepewność czechowiczan odzwierciedlały dowcipy opowiadane w czasie reformy administracyjnej z 1975 roku, kiedy to Czechowice zamiast w bielskim, znalazły się w katowickim województwie. Czechowiczan pytano wtedy, czy znaleźli sobie już chrzestnych wśród Ślązaków, z bielszczan kpiono, że milicjanci w tym "góralskim" województwie będą nosili ciupagi zamiast pałek. Nie chcę być niesprawiedliwy: staraniem nieocenionego Towarzystwa Przyjaciół Czechowic-Dziedzic wydano zbiór lokalnych podań, ale ja ich nigdy nie słyszałem od Babci ani Rodziców. Dzieli mnie od tych podań większy dystans niż od baśni Andersena a to z pewnością dowodzi zerwania ciągłości kulturowej.
Już bardziej lokalną kulturę ludową uosabiał śp. Gibas - malarz-prymitywista, kloszard, oczywiście osobnik niespełna rozumu. W czasach tzw. "komuny" budził konsternację miejskich notabli, gdy usiłował brać udział w pochodach pierwszomajowych: obdarty, z rowerem obwieszonym gratami. Co więcej, tworzył sztukę swoiście zaangażowaną. Słynne były jego obrazy, na których On - Gibas witał się z Gierkiem, czy też w jednym szeregu stali Breżniew, Gierek i Gibas. Obrazy te, dodam, autor eksponował na zewnętrznych ścianach swego domu. Innym znowu razem z okazji jakiegoś święta państwowego wywiesił własnoręcznie wykonaną malinową chorągiew z Orłem Białym w Koronie i napisem: "Niech żyje Polska Republika Leninowsko-Stalinowska!" W końcu jednak miarka się przebrała, milicja spacyfikowała czechowickiego Nikifora, zamknięto go w szpitalu psychiatrycznym a jego obrazy i rzeźby zniszczono. Dziś już o tej jakże barwnej postaci nikt nie pamięta...

Z czymże więc się utożsamiać? Czechowicom-Dziedzicom brakuje jakiegoś symbolu, z którym mieszkańcy mogliby się identyfikować, który byłby rozpoznawany na zewnątrz. Chyba mógłby nim być dworzec kolejowy. Nie tylko dlatego, że jest to okazały gmach pochodzący z roku 1885. Nie tylko dlatego, że to kolei zawdzięcza miasto swój rozwój. Także z tego powodu, że dworzec ów symbolizuje w jakiś sposób charakter Czechowic - Miasta Przejściowego, Miasta Przyjezdnych. Może kiedyś takim symbolem będzie nowozbudowana fontanna na rynku: teraz wprawdzie jest obiektem kpin, ale przecież i z wieżą Eiffla tak było...
Zabytki? O tak, w każdym informatorze przeczytamy o XVIII-wiecznym pałacu Kotulińskich i o barokowym kościele św. Katarzyny. Moim zdaniem jednak to trochę mało. Mnie osobiście bardzo razi brak szacunku dla zabudowań sprzed - bagatela - 100 lat. Przyznaję, że sam byłem nieczuły na ich urok do momentu, gdy w czasie pobytu w USA obejrzałem jedną z atrakcji Columbus - tzw. German Village. Przecież to była, wypisz wymaluj, moja Kolonia Robotnicza, tyle że pieczołowicie odrestaurowana! Dziś więc z bólem serca patrzę na budynek starej żydowskiej karczmy Barberów, po barbarzyńsku przerobionej na magazyn.
A z czym Czechowice-Dziedzice są kojarzone w Polsce? Z tragicznym pożarem rafinerii w 1973 roku i z zapałkami. W najlepszym razie. Przeciętny Polak tej nazwy nie zna. Nieraz, zamiast tłumaczyć, że Czechowice leżą koło Bielska, mówiłem że jestem z Bielska właśnie.
Łatwiej byłoby wytworzyć swą tożsamość gminie o jednoznacznym charakterze społeczno-gospodarczym. Tymczasem Czechowice-Dziedzice to taka Polska w miniaturze. Na pozór jest to miasto przede wszystkim przemysłowe: ważny węzeł komunikacyjny, trzy duże zakłady (kopalnia, walcownia, rafineria), szereg mniejszych. Czy jednak w epoce "restrukturyzacji" i dezindustrializacji można opierać swą tożsamość na odchodzącym w przeszłość przemyśle? Czechowice to też rolnictwo. Nie tylko będące częścią gminy sołectwa, ale też południowa część miasta ma charakter na wpół wiejski. W końcu aż 40 procent obszaru gminy to użytki rolne. To taka starośląska specyfika, w której wieś poprzerastana była przyfabrycznymi osiedlami. Jako dziecko chodziłem z rodzicami po mleko i jaja do gospodarstwa, położonego zaraz za kopalnią.
Dołóżmy do tego lasy - 16 procent powierzchni. Dołóżmy zbiorniki wodne, głównie stawy hodowlane - 7 procent obszaru. Ciągnącym się wzdłuż Wisły stawom pobliskie okolice zawdzięczają potoczną nazwę "Żabiego Kraju". Mamy w Czechowicach nawet rezerwat torfowiskowy oraz chroniony zespół przyrodniczo-krajobrazowy z lęgowiskiem ślepowrona. Beskidy widać stąd czasem tak dobrze, że ma się wrażenie jakby mieszkało się u ich podnóża. Razem z pobliskim Jeziorem Goczałkowickim otrzymamy całkiem spory potencjał turystyczny. Co tu daleko szukać... W końcu nieprzypadkowo sąsiednia Bestwina była osobistą posiadłością rodu Habsburgów.
Mówiąc jednak między nami, mnie najbardziej pociągają poprzemysłowe nieużytki takie jak stare hałdy czy wyrobiska po żwirowni. Bardzo urozmaicona rzeźba terenu, bujna roślinność, obfitość owadów, ptaków, ryb, płazów, zające, bażanty, sarny. Ze splantowanej już niestety hałdy widać było odległy o 20 kilometrów Oświęcim! I po co jeździć na narty do Szczyrku? Choć może to tylko sentyment z dzieciństwa, kiedy ulubionym miejscem zabaw był tzw. Koziok - podmokłe łąki i zagajniki, na których moja Mama jeszcze wypasała kozy, a który obecnie został zamieniony w wysypisko śmieci.
No właśnie... Utożsamieniu się z miejscem nie sprzyjają również szybkie zmiany. Nawet ta Białka, tylokrotnie już tu opiewana, uświęcona obecnością w historii regionu, płynie już innym korytem, gdyż jej starorzecze wypełnia kamień z kopalnianego urobku! Najjaskrawiej widać to w rejonie kaniowskiej żwirowni, gdzie krajobraz zmienia się właściwie codziennie. Ale dotyczy to wszystkich zakątków - wszędzie wyrastają domy, rozkwitają kolorowe billboardy, asfalt wlewa się w najwęższe dróżki. Pamiętam jeszcze rowerownię (wyjaśniam ignorantom: przechowalnię rowerów) przy kopalni a dziś parkingi pochłaniają tam coraz to nowe przestrzenie. To nie tylko zmiana środka lokomocji - to zmiana kultury, sposobu życia.

...W Czechowicach trudno wysiedzieć. Uwielbiam podróże, wycieczki - zarówno do Egiptu jak i nad zaporę w Goczałkowicach. A jednak, mimo wszystko, gdy kilka lat temu miałem propozycję lepiej płatnej pracy w Warszawie, odmówiłem. Tu mam rodzinę, tu mam przyjaciół. To jest moje środowisko. Tu jestem u siebie.


Jarosław Tomasiewicz

Aneks:
Mały słowniczek polsko-kolonijski, czyli słowa, które zapamiętałem z dzieciństwa:
bebok - straszydło
ciepać - rzucać
ciuka - twarz
haja - awantura
hajcować - palić
kastlik - popielnik (lub skrzynka na węgiel)
padze - pada
suć - sypać
sznupać - grzebać, szukać czegoś
zwyrtać - kręcić
A także: haratać, studzić, smyczyć, uświerknąć, sztafirować, handryczyć - te jednak słowa znajduję już w słownikach.

Jarosław Tomasiewicz

  1   2  


Miejski Autostopowy Przewodnik Autostopu


pogoda
wiadomości
prasówka
kalendarz
kontakt:
poczta
sms
czat
dyskusje
forum
blogi
kartki
e-dyski
strony
tematy
szukam:
e-zasoby
tv & radio
odjazdy
rozrywka
podróże
zdrowie
sztuka:
teatr
kino
muzyka
literatura
e-galeria
muzeum
recenzje
inicjatywy
wydarzenia
zakupy
pieniądze
fachowo
patronaty
reklama
taxi




Karton w E-galerii
O portalu | Kontakt | Komunikaty | Pełny nawigator | Reklama | Strony WWW | Serwer | Domeny | Współpraca
© Copyright by jaWsieci 2001-2010. Wszystkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu
[do góry]